Zdrada - kiedy nie można, albo nie warto przebaczyćwykop.pl

09.08.2009

Kiedy znajdzie się dowód zdrady, człowiek w pierwszym momencie czuje nawet satysfakcję. Przynajmniej ja czułam. Niby wcześniej nic nie podejrzewałam, ale z jakiegoś powodu wyciągając gazetę z jego torby, zajrzałam do bocznej kieszeni i wyjęłam niepozorny kawałek papieru — gorący liścik z podziękowaniem za upojny wieczór.

W pierwszym odruchu, wzięłam list i poszłam go skserować, bo pomyślałam, że może przydać się podczas rozwodu. Nic nikomu nie powiedziałam, bo komu miałabym powiedzieć. Zadzwoniłabym do Anki – przyjaciółki z czasów studenckich, która wyszła za mąż za Duńczyka i mieszka sobie w małym miasteczku wśród fiordów… Ale takich rzeczy nie mówi się przez telefon, na odległość. Poza tym jak mogłaby mi pomóc — przecież nie przyjechałaby mnie pocieszać i mówić, że nigdy by się tego po nim nie spodziewała. Bo co z tego, że nikt się by tego po nim nie spodziewał? Czy to, że oszukał nie tylko mnie coś zmienia?

Nie powiedziałam dzieciom, bo chociaż są już prawie dorosłe, z dziećmi o takich sprawach się nie rozmawia.
Nie powiedziałam rodzicom. Bo przede wszystkim się wstydziłam. Wstydziłam się, że okazałam się słaba, że mi się nie udało. Musiałabym z nimi rozmawiać o moim życiu. Nie byłam gotowa na ich rady. Właściwie — nie chciałam żadnych rad od nikogo.

<br />

Bo co można poradzić zdradzonej kobiecie – że musi mieć swój honor i wyrzucić wrednego faceta precz? Czy to, że koło pięćdziesiątki każdy facet musi się jeszcze wyszaleć i trzeba przymknąć oczy i przeczekać?
Tylko, że życie jest bardziej skomplikowane. Bo honor honorem, ale mieszkanie było zapisane na niego, a on wcale nie kwapił się do wyprowadzki. Mogłabym liczyć, że po rozwodzie podzielimy je na pół, ale wtedy wylądowałabym z dziećmi (prawie dorosłymi, ale wciąż na naszym utrzymaniu) w kawalerce… No — może uzbierałoby się na dwa pokoje.

Gdyby było jak na filmach, a on przyjechałby na białym koniu z pękiem róż i błagał o wybaczenie mogłabym zanucić szlagier Ordonki i przymknąć oczy łaskawie zezwalając na czułe pocałunki. Niestety róż nie było. Przeprosił mnie, poprosił “o wybaczenie”, powiedział, że nie chce rozwodu i że skończy z tym, ale wieczorem znowu siedział na kanapie i jakby nigdy nic wysyłał SMS do swojej siksy, a po dwóch tygodniach wyjechał na pilną ”konferencję”.

Było jak na filmach — tylko nie tych romantycznych, ale bardziej z serii “okruchy życia”. Nagle okazało się, że człowiek z którym spędziłam całe życie, z którym byłam na dobre i na złe (a jeśli nienawiść ma mi nie przesłaniać oczu to muszę przyznać, że tych dobrych chwil było więcej), nie dość, że mnie zdradzał, to jeszcze nie szanował. Bo on nie zamierzał się ze mną rozwodzić, przechodzić rodzinną i towarzyską gehennę, nie zamierzał się tłumaczyć. Jednocześnie, nie planował zerwać kontaktów z kochanką.
I wtedy dopiero poczułam się jak zranione zwierze i zaczęłam nienawidzić. Bo zrozumiałam jak niewiele mogę zrobić i jak niewiele zależy ode mnie. Zrozumiałam, że może miłość wszystko wybacza, ale ja człowieka który jest moim mężem już nie kocham.

<br />

I teraz zaczyna się ta część historii, której szczegółów nie chcę pamiętać i wstydzę się opisać. Zaczęłam krzyczeć, miotać się, byłam żałosna i melodramatyczna. Złożyłam pozew o rozwód. Dzieci i rodzina (również teściowie) stanęli po mojej stronie. Wiem, brzmi to okropnie, ale rozwód to wojna, a w czasie wojny strony konfliktu muszą się jasno określić.

Choć nadal mieszkamy w jednym mieszkaniu, od roku nie odzywamy się do siebie. Już niedługo, po paru uwłaczających ludzkiej godności, ale polubownych rozprawach dostaniemy rozwód. Czy czuję się lepiej? Nie, ale gdybym tego nie zrobiła czułabym się jeszcze gorzej. Moja rodzina musiała przejść przez koszmar – dzieci były świadkiem paru okrutnych słów, których nigdy nie powinny były usłyszeć, zafundowaliśmy sobie kilka ostrych awantur, po których sąsiedzi inaczej już na nas patrzą. Trudno mi dziś bez skrępowania rozmawiać ze wspólnymi znajomymi. Ale czy w imię “porządku publicznego” miałam wyrzec się swoich uczuć, zamrozić emocje, żyć w przemilczanym kłamstwie? Czy z takiego domu dzieci wyszłyby w życie z lepszym pojęciem o świecie? Choć wiele nas to kosztowało, paradoksalnie zbliżyliśmy się do siebie, i wierze że to doświadczenie pozwoli moim dzieciom zbudować trwałe i szczęśliwe związki. Bo najgorsze jest niedomówienie i lód, a w miłości nie chodzi o wybaczenie — ale o szacunek i prawdę.

Pani X

Komentarze są (na razie) wyłączone. Jeśli chcesz, możesz nawrzucać autorce bezpośrednio: panijekyll[mailowa małpa]kakadoo.pl

Tagi: , ,