Faceci w kuchennych fartuszkach - najseksowniejsi kucharze i ich kulinarne showwykop.pl

07.10.2009

„Przez żołądek do serca” –mówi stare mądre przysłowie. O tak! Zgadzam się w całej rozciągłości… Tyle, że nie do serca. W trzech słowach – kuchnia to seks. Jestem nałogową pożeraczką programów kulinarnych. Przy tym jestem świadoma, że oglądam delikatnie tylko zakamuflowaną pornografię. Mam swoich ulubieńców. Wiem też kto nie rozumie oczywistego związku pomiędzy kuchnią i sypialnią, albo też zwyczajnie mnie nie kręci.

Co tu kryć, należę do kobiet wiecznie głodnych, w każdym tego słowa znaczeniu. Przyjemność jaką czerpię z oglądania programów kulinarnych można jedynie wytłumaczyć… tym właśnie. Być może Pani Jekyll napisze kiedyś, które programy kulinarne są wartościowe tylko ze względu na prezentowane przepisy. Dla mnie liczy się przede wszystkim „to coś” kucharza – są tacy których z zapartym tchem oglądam jak gotują wodę na herbatę, jak i ci, którzy potrafią mnie zanudzić na śmierć najbardziej wyrafinowanym daniem.

Moja lista

Jamie Oliver – nagi kucharz
<br />

Chłopiec z wadą wymowy. Chłopiec – nie mężczyzna. Bardziej sztubacki, niż niegrzeczny. Z seksapilem o rażeniu obejmującym chyba wszystkie generacje – ulubieniec angielskich babć, mam, mężatek niezależnie od stażu, wyzwolonych singielek, starych panien i podlotków od późnej podstawówki po pierwsze lata studiów. O ile dobrze rozumiem określenie „ciacho”, to Jaimie jest właśnie jego ucieleśnieniem. Olivier to jeden z ostatnich etapów postępującego wyzwolenia seksualnego – oto mężczyzna który całym sobą pozwala się uprzedmiotowić, jak kobiety uprzedmiotowiano przez wieki. Bynajmniej, nie chcę się mu „oddać”, chcę go uszczypnąć w pupę i wytargać za włosy – a potem po prostu zjeść…

Jaimie to nie tylko efektowne przepisy ładna buzia (i co tam jeszcze) – król brytyjskich żołądków i serc sławę i fortunę wykorzystuje dla realizacji „szczytnych marzeń”. Kampanie Oliwiera na rzecz zdrowego jedzenia, czy równych szans poprzez kuchnię, są takie jak on – urzekają prostotą i poczciwością.

Ainsley Harriott – śpiewający kucharz
<br />

Ainslay to duży, silny murzyn o szerokim uśmiechu i tubalnym głosie, urodzony showman i fontanna bezpośredniego wdzięku i ucieleśnienie niewymuszonej, nieco dandysowatej elegancji. Rozpoczynał jako prowadzący głupawych teletuniejów kulinarnych – ale, np. w „Gourmet Express” rozwinął skrzydła. Gdy na koniec programu częstuję przygotowywanymi daniami ekipę filmową widać, że to „naprawdę smakuje” i nic nie jest ustawiane. Gotuje śpiewająco – dosłownie – wstawki wokalne przywodzące na myśl prysznicowe wokalizy (Ach! Ainslay pod prysznicem!) w wykonaniu kogokolwiek innego byłyby żenujące. Na dodatek, jeśli Harriot akurat nie śpiewa, albo nie tłumaczy przepisu, mruczy do swoich potraw tonem godnym najbardziej pikantnych sprośności. Ja topię się jak masełko na rozgrzanej patelni.

P.S. No tak, wiadomo. To temat na zupełnie inny artykuł – A.H. – jest (chyba) gejem. Klasyka.

P.P.S. A znim Ainslay został kucharzem, był wokalistą zespołu Calypso Twins, o!

Anthony Bourdain – kucharz z papierosem
<br />

Seksowny kucharz ma w sobie coś z pirata. W ogóle kucharze mają w sobie coś z piratów, ale seksowny kucharz ma w sobie coś z takiego seksownego pirata. Kiedy widzę Bourdaina staje mi przed oczyma Jhonny Depp z Piratów Karaibów, a jeszcze bardziej wzór persony Jacka Sparrow’a – Keith Richards. Trochę „przegięty” (kolczyk w uchu, miękkie ruchy, po każdym z panów można by podejrzewać, że nie jest purystą jeśli chodzi o płeć seksualnych partnerów), ogorzały, o swobodnym piracko-punkowym stylu. Do tego pet w kąciku ust i brak zahamowań (tak również można tłumaczyć tytuł Bourdainowskiej serii „No Reservations”) w wyrażaniu opinii.

Bourdain kręci programy meta-kulinarne – to nie zbiór przepisów dla gospodyń domowych, tylko gastronomiczna pornografia. Nie „erotyka” – piraci nie wiedzą co to erotyka, erotyka jest dla mięczaków – pornografia. Bourdain je, je i je. Wszystko z równym apetytem – od hot-dogów w Nowym Jorku począwszy, przez mózg małpy w Japonii, świnię z rożna z Tenesee, po wyrafinowane dania nouvell cuisine. Jako panna bez zahamowań Anthony’emu oddała bym się zarówno na zapleczu restauracji oparta o śmietnik, jak i w jedwabnej pościeli w świetle świec. Dobry seks, podobnie jak dobra kuchnia, przyjmuje tysiące form.

Gordon Ramsey – kucharz rzucający mięchem
<br />

Hell’s Kitchen miał wszelkie wady reallity show – był „udawany”, każdy odcinek był taki sam i wstyd było się przyznać, że się go ogląda. Gordon Ramsey był chamski i wulgarny, a przy tym niemęsko histeryczny. Na dodatek jest chyba niski, a zanim rozpoczął karierę szefa kuchni był piłkarzem. Tragedia. A jednak, a jednak… Co najmniej kilka razy śniło mi się, że mnie dokumentnie opieprza za niedosmażonego Wellingtona. Coś jest na rzeczy.

Robert Makłowicz – mały wielki kucharz
<br />

Idealna mieszanka galicyjskiej galanterii z aurą kosmatego satyra. Ten głos, świadomie wygrywany przesadnie staranną dykcją… Wstyd się przyznać, że ten starszy o kilkanaście lat „nieprzystojny” facet aż tak mnie kręci. Nie potrafię przytoczyć ani jednego przepisu Makłowicza, tak mi ślinka cieknie.

Nigella Lawson – kucharz gryzie
<br />

No właśnie – Nigella gryzie, Nigella liże, Nigella zatapia palce w galaretce owocowej. Programy Lawson, które widziałam były tak zmysłowo kręcone, że aż chciałam, żeby Nigela mnie ugryzła. Gdziekolwiek. Gdyby tak pokazywali faceta, to program musiałby lecieć po 22, a ja sama uważałabym go za ostatniego oblecha.

Ławka rezerwowych

Wiadomo, nie wystarczy pojawić się na ekranie i raz czy drugi rozgnieść czosnek nożem. Kucharze których umieszczam na ławce rezerwowych to polska/światowa czołówka i na pewno nie jedna pani ogląda ich „nie tylko dla przepisów.”

Pascal Brodnicki – wkuhwiający kucharz
<br />

Jak Pascal Brodnicki wrzuca do gahnka mini-kohsteczkę Knohh, to mi się nóż w kieszeni otwieha. Nic nie mam przeciwko kosteczkom, nawet mini. Sięganie po półprodukty i nachalna reklama produktów instant-giganta bynajmniej nie skreśla kucharza w moich oczach. Po prostu nie mogę zapomnieć, że mam do czynienia z „polskim Jaimie’m Olivierem” (Po prostu gotuj! to Naked Chef na licencji). Z jednej strony czuję niedosyt, z drugiej delikatny wkurw na producentów, którzy wepchnęli sympatycznego chłopaka w format, który polskim wydaniu trąci realizmem Magdy M. Muszę przy tym przyznać, że poza uwielbianym przeze mnie Makłowiczem i świętej pamięci Maćkiem Kuroniem, Pascal jest jedyną telewizyjno-kulinarną personą dużego formatu. Nie da się ukryć, że ma on swój wdzięk niesprowadzający się do (dla mnie osobiście niezbyt podniecającego) francuskiego „eh”.

Okrasa – kucharz z nazwiskiem…
<br />

… i tylko nazwiskiem. Nawet nie sprawdzam imienia. O ile Pascala od czasu do czasu lubię sobie pooglądać (choćby po to, żeby się poirytować) o tyle potrafię przeskoczyć w ułamku sekundy kilka kanałów byle tylko znaleźć się dalej od Okrasy. Nie wiem dlaczego. Może chodzi o jego niechlujną, zupełnie nie nadającą się do telewizji polszczyznę, może o taką jakąś taką ogólną… oślizgłość. Patrzę na niego i wiem, że ma spocone zimne dłonie. Oczywiście odnoszę się tylko do jego telewizyjnej persony i jak najbardziej subiektywnych wrażeń… Kupa moich koleżanek, nie wspominając o ich mamach pana Okrasę uwielbia.

Kurt Scheller – kucharz z wąsami
<br />

Przepraszam, będę lapidarna, ale co to *%*& jest?

Gary Rhodes – sir kucharz
<br />

No więc Gary jest sympatyczny, dobrze zbudowany (jak widać na załączonym obrazku), ma śmieszną fryzurę, tytuł szlachecki i dobrze gotuje. W przeciwieństwie wyżej wymienionych polskich odpowiedników nawet mnie nie irytuje. Tyle, że mnie w ogóle, ale to w ogóle nie kręci. Ot, co.

Michael Smith - kucharz w domu
<br />

Wychodzi na to, że jednak wolę „niegrzecznych chłopców”. Michael Smith jest „bardzo porządnym facetem” – ma „dobre” oczy, szczery uśmiech i kanadyjski paszport, a jak urodził mu się synek, zrezygnował z kariery szefa kuchni i przejął obowiązki „kury domowej” (swoją drogą – dom też ma niczego sobie) – przynajmniej na odcinku gastronomicznym. Przyznaję, że jego programy oglądam z dużą przyjemnością…. Za to bez cienia podniecenia, choć z urody przypomina bohatera moich nastoletnich fantazji erotycznych – „Chrisa o poranku”

Martha – kucharka finansistka
<br />

Pani Stewart to za oceanem instytucja, z którą mierzyć się z może chyba tylko Ophra Winfrey. Kiedy przypadkiem trafiam na jej program na kuchni.tv nie mogę wyjść z podziwu dla kalibru celebrytów jacy do niej przychodzą. Mam wrażenie, że niejeden prowadzący talk-show dałby się pokroić za takich gości. Najwyraźniej jeśli odmówisz Marcie, w Hollywood jesteś skończony, macki Marty muszą sięgać daleko. Bo nie chce mi się wierzyć, żeby te wszystkie gwiazdy umierały, żeby spróbować na wizji jej koreczków i komplementować biel firanek.

Umieszczam ją na seks-liście, bo Martha wywołuje niezdrową ekscytację u mężczyzn i to w każdym wieku. Hank Moody w jednym z odcinków Californication przyglądając się programowi fikcyjnej, ale niewątpliwie nawiązującej do Marthy kucharki mówi: „Nie wiem, czy bardziej chcę tej kobiecie dać w mordę, czy ją wyruchać.” No więc pomijając moją raczej heteroseksualna orientację, zdecydowanie wolałabym Marcie Stewart dać w mordę.

Siostra Aniela – kucharka polska
<br />

OK, OK, wiem, że to już przegięcie – nie dość, że to trzecia kobieta na liście, to na dodatek, hmm… zajęta. Ale nie wiem kiedy przyjdzie mi jeszcze pisać o telewizyjnych personach kulinarnych, a muszę przyznać, że program Siostry Anieli oglądam z wypiekami na twarzy. Jest to zarazem jedyny program kulinarny, który może zdzierżyć moja rodzona babcia. Co więcej – u niej też wywołuje niezdrową ekscytację.

Kiedyś w autobusie zajrzałam przez ramię pani pochłoniętej lekturą jakiegoś kolorowego tygodnika. Studiowała bardzo uważnie kilkustronicowy, bogato ilustrowany artykuł pt. „Niedzielny Obiad”. Okazało się, że jest on kompendium starej-dobrej-polskiej-kuchni w pigułce, był tam żurek z białą kiełbasą i jajkiem, kotlet schabowy (panierowany), mizeria ze śmietaną, ziemniaki z wody (sic!), kapusta ze skwarkami, kotlet mielony, kisiel owocowy… Nie podejrzewam aby którykolwiek z przepisów był dla pani jakimś wielkim novum, ale minę miała podobną do miny mojej babci gdy na ekranie pojawia się siostra Aniela.

„Klusky ze skwarkamy”, mówi Siostra, która swoją figurą świadczy o jakości prezentowanych przepisów – moja babcia głęboko wzdycha. „Szczypta soli do smaku”, informuje siostra Aniela doprawiając danie trzema kopiastymi łyżkami – pod babcią uginają się kolana. „Odwracamy kiełbaske i nacinamy w tako szyszke” – babcia zaczyna ciężko dyszeć. Jeśli tu nie chodzi o seks… Tylko taki „po bożemu”, a nie jakieś tam świństwa.

Komentarze są (na razie) wyłączone. Jeśli chcesz, możesz nawrzucać autorce bezpośrednio: pannahyde[mailowa małpa]kakadoo.pl

Tagi: ,